czwartek, 27 grudnia 2012

04. Staliśmy się osobami, przed którymi ostrzegali nas rodzice.

Wiem, że krótki, wiem, że spóźniony, wiem, że beznadziejny. Ale jest. W ramach rekompensaty następny pojawi się w środę i będzie dłuższy. 
_____________________________________________________

Ostatni dzień sierpnia 2012r., Holmes Chapel, Wielka Brytania.

Let's go crazy, crazy, crazy till we see the sun.

Po tym, jak wraz z Harrym spędziliśmy całą noc na opowiadaniu sobie, co działo się przez ostatnie 2 lata, nie dziwne było, że wstaliśmy po 18.
- Mała zbieraj się, o 20 wyjeżdżamy. - nakazał Harry wchodząc do pokoju.
- No okej, ale gdzie ? - zapytałam zdezorientowana.
- Niespodzianka. - puścił mi oczko i ponownie wyszedł.


Niespełna 30 minut później stałam w swoim pokoju przed szafą pełną ubrań i zastanawiałam się, co założyć. Po kilku minutach zastanawiania się chwyciłam w rękę krwisto czerwoną sukienkę i poszłam do łazienki. Umyłam się, przygotowałam do wyjścia, w pośpiechu złapałam telefon i skierowałam się do wyjścia. Przed domem czekał na mnie Harry. Pomimo tego, że na nogach miałam prawie 10-centymetrowe szpilki, nadal był ode mnie sporo wyższy. Przyjaciel objął mnie ramieniem i bez słowa pomaszerowaliśmy w stronę najlepszego klubu w Holmes Chapel. 

- Mam nadzieję, że nie będziesz na mnie zła, ale.. - zaczął Loczek.
- Co znowu zmalowałeś panie idealny ?- przerwałam mu śmiejąc się.
- Chcę, żebyś poznała resztę. Bardzo ucieszyli się na wiadomość, ze chcę cię im przedstawić.
- Wydaje mi się, że raczej nie przypadniemy sobie do gustu... - powiedziałam przewracając oczami.
- Na pewno się polubicie, zobaczysz. - zapewnił wesoło, gdy staliśmy przed klubem.
- Nie byłabym tego taka pewna. - powiedziałam pod nosem i weszłam za nim do pomieszczenia. 

W środku roiło się od kolorów migających ze wszystkich stron. Przyjaciel poprowadził mnie w stronę baru, gdzie po chwili zamówiliśmy sobie drinki i ruszyliśmy w stronę stolika w rogu.Gdy tylko podeszliśmy bliżej trzech chłopaków rzuciło się na mnie z powitaniami. Przedstawiali się przekrzykując się wzajemnie. Łysy Liam, wielkodupny Louis, Zayn z blind pasemkiem na czarnej grzywce. Chyba zapamiętam. Ku mojemu zaskoczeniu swoją obecnością zaszczycili mnie tylko trzej pozostali członkowie One Direction. Kogoś z pewnością brakowało. 
- Nie było was pięciu? - zapytałam zawstydzona.
- Owszem. Niall pojechał do domu, do Irlandii. - zapewnił... Liam?
- To dużo wyjaśnia. - odparłam. 
Postanowiłam nie opuszczać Harry'ego nawet na krok.

Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Przez cały nasz pobyt w klubie trzymałam się przy Stylesie. Jakoś nie mogłam przekonać się do reszty jego przyjaciół. Nadal wydawali mi się strasznie sztuczni, wyimaginowani. Ale mimo tego wszystkiego pić, to oni umieli. Drinki szły jeden po drugim, a trunki znikały w ich gardłach coraz szybciej. W pewnym momencie jedynymi w miarę trzeźwymi osobami z towarzystwa pozostałam ja i Liam. Zebraliśmy resztę i ruszyliśmy wolnym krokiem w stronę domu Stylesa. W pewnym momencie Zayn, który do tej pory był małomówny, ożył i pobiegł przed siebie, a po chwili zniknął nam z oczu za zakrętem. Kilka minut później zastaliśmy go naprzeciw domu Stylesa. Siedział na krawężniku i wydzierał się wniebogłosy. 
- So c-cmon! You got it wrong! - wykrzykiwał mulat.
- Malik, ogarnij trochę, błagam, tylko dzisiaj. - prosił Liam, a Louis już po chwili leżał na chodniku i śmiał się jak chory psychicznie. 

Zdołaliśmy podnieść ich z ziemi dopiero po kilkunastu minutach namawiania. W domu Stylesa zjawiliśmy się kilka minut po trzeciej w nocy. 
- Zjadłbym sobie pizzę. - oznajmił Louis wesoło czkając, gdy już miałam wychodzić.
- Boo, nie zaczynaj. - warknął Liam wyraźnie zmęczony opieką nad pijanymi przyjaciółmi. 
- Ja też bym coś zjadł. - wtrącił niepewnie Zayn.

Pół godziny później wcinaliśmy pizzę przywiezioną przez dostawce. Każdy był zajęty jedzeniem, więc miałam czas, by przyjrzeć się im z bliska, nie wzbudzając zbędnych pytań. Każdy był na swój sposób inny. Po zjedzeniu umówiliśmy się, że zostaniemy na noc u Hazzy. Wszyscy udali się do wyznaczonych pokoi, a ja umyłam się i wyszłam z łazienki ubrana w koszulkę Harry'ego. Liam leżał wyczerpany na kanapie w salonie i wpatrywał się w sufit, Zayn siedział w kuchni dopijając szklankę mleka, a Harry z Louisem śmiali się w pokoju Loczka z niewiadomych przyczyn. Dalej mogę spokojnie stwierdzić, że ich nie lubię, ale z chęcią zostałabym z nimi dłużej, gdybym tylko mogła poobserwować ich nadludzką głupotę. 

niedziela, 9 grudnia 2012

03. O wybaczaniu zbyt szybko.

Z góry mówię, ze ten rozdział niezbyt przypadł mi do gustu... Nie tylko długość, ale i treść. Po prostu. W związku z tym, ze czekaliście dość długo, przy odpowiedniej ilości komentarzy (5) nowy rozdział pojawi się już w środę :)
Bądź na bieżąco i polub fanpejdż opowiadania ! - > klik
_____________________________________________

Koniec sierpnia 2012r., Holmes Chapel, Wielka Brytania

Ludzie są tylko ludźmi. Męczą się, kochają, tęsknią i w końcu wracają.

Grube krople deszczu ciężko zlatywały z nieba, by po chwili rozbić się o powierzchnię okna. Lekko uchyliłam zaspane powieki. Pada, znowu. Mimo tego, uwielbiałam taką pogodę. Wolałam doszczętnie zmoknąć, niż wdychać suche powietrze podczas letniego upału. Od dawna zastanawiała mnie moja odmienność. Równie mocno jak ulewy, kochałam zimne kąpiele, a przede wszystkim jesienne, depresyjne miesiące, które miały nadejść lada chwila.

Wstałam z łóżka i ruszyłam chwiejnym krokiem w stronę łazienki  Poprzedniego dnia dotarłam do domu dopiero w późnych godzinach wieczornych i nie mając na nic siły, po prostu położyłam się spać.  Po długim, zimnym prysznicu stanęłam przed lustrem owinięta zielonym ręcznikiem. Drobne krople wody tańczyły na moim ciele i włosach, powili spływając w dół  Czesząc włosy wpadłam w popłoch. Za godzinę miałam spotkać się z dziewczynami. Niesamowicie się za nimi stęskniłam. Szybko wytarłam się ręcznikiem, a następnie ubrałam pierwsze z brzegu spodenki i koszulkę leżącą na podłodze. Ułożyłam włosy i zrobiłam sobie delikatny makijaż. Na koniec założyłam brązowe rurki i pudrową koszulkę. Przy drzwiach naciągnęłam czarne trampki i wybiegłam z domu nie zabierając nawet torebki.


Po 15 minutach dość szybkiego marszu doszłam do Starbucksa w centrum miasta. W momencie, gdy weszłam do pomieszczenia, uderzyła we mnie silna woń mocnej kawy i wanilii. Przy stoliku w rogu zauważyłam Katie z kubkiem kawy w ręku. Podbiegłam do niej szybko, a już po chwili stałyśmy wtulone, jakbyśmy nie widziały się co najmniej kilka miesięcy.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo tęskniłam... - powiedziałam zdyszana.
- Nie tylko ty. - zapewniła przyjaciółka z uśmiechem. - Nat poszła do łazienki, zaraz powinna wrócić, ale opowiadaj jak było w Paryżu ! - w jej oczach rozbłysły iskierki ciekawości.
- Mam peeeeełno zdjęć ! Te wszystkie miejsca... magia. - zaczęłam opowiadać o swoim pobycie we Francji. - To naprawdę niesamowity kraj. Jeśli nasze zarobki nam na to pozwolą, musimy pojechać tam na przyszłe wakacje. - ciągnęłam dalej, podczas, gdy Natasha wróciła i usiadła naprzeciwko mnie.
- Al... musimy ci coś powiedzieć. - zaczęła.
- A Wieża Eiffla... mówię wam, cudo ! Co się stało ? - zapytałam zdezorientowana.
- Harry wrócił ... - odpowiedziała Kat obawiając się mojej reakcji.
- Ale jak to wrócił ? - zapytałam zmieszana, nie wiedząc, co innego wykrztusić.
- Przyjechał na kilka tygodni. Ma wolne. - wyjaśniła Nat.
- Co zamierzasz z tym zrobić ? - zapytała Katie, przerywając kilkusekundową ciszę.
- Jak to co ? Przecież to nie ja zostawiłam przyjaciół bez słowa wytłumaczenia. - odparłam sucho.
- Rozumiem, że zaczęłaś w końcu funkcjonować normalnie, dałaś sobie spokój z wypłakiwaniem oczu, ale nie powinnaś kompletnie wykreślać go ze swojego życia. Skrzywdził cię, owszem. Ale nie zapominaj o tych wszystkich chwilach, które z nim spędziłyśmy. Tak, zawiódł każdą z nas i to bardzo, ale nie udawajmy, ze nic dla nas nie znaczy, bo tak nie jest. - zaczęła swój wywód Nat, wiedziałam, ze bez tego się nie obędzie. - Powinnyśmy cieszyć się, ze zechciał wrócić, chociażby ze względu na jego rodzinę. Wiesz przecież, że martwli się o niego, gdy wyjechał. Nie oczekuję tego, ze wpadniecie sobie w ramiona i wszystko będzie dobrze, bo można wybaczyć osobie, która nas skrzywdziła, ale krzywda pozostanie wyryta w naszym umyśle na zawsze. - mówiła dalej.
- Więc co według was powinnam zrobić? - przerwałam jej.
- Po prostu nie żałuj niczego, co się stało i jeśli tylko będziesz miała szansę, spróbuj sobie z nim wszystko wyjaśnić, a my postąpimy tak samo. - odpowiedziała Katie.
- Musze już iść. Przepraszam. - wstałam i odeszłam od stolika z tysiącami myśli, setkami pytań i bez ani jednej odpowiedzi.

Pozbieram te części i zbuduję domek z lego.*


Szłam mokrymi ulicami Holmes Chapel, kierując się do domu. Myśli, które pojawiły się po wyjściu z kawiarni zniknęły, wraz z falą zimnego deszczu oblewającego moje ciało. W głowie miałam pustkę, nie wiedziałam, co myśleć o zaistniałej sytuacji. Mimo wszystko byłam pewna, ze nie wybaczę Stylesowi tego, co zrobił. Za dużo już przez niego wycierpiałyśmy.
- Al ! - krzyknął za mną głos, który choć tak długo nie słyszany, dalej był mi znajomy.
Mimo dziwnego uczucia, jakie mną zawładnęło, szłam dalej przed siebie nawet się nie oglądając.
- Al, proszę wysłuchaj mnie. - poprosił rozpaczliwie, a ja przystanęłam i odwróciłam się. Za mną stał Harry, ubrany jedynie w cienką, białą koszulkę, która mokra opinała się na jego ciele uwydatniając mięśnie. Wyrobił się przez te lata, nie powiem.
- Czego chcesz Styles ? - gdyby wzrok mógłby zabijać, on byłby już martwy.
- Daj mi to wszystko wytłumaczyć. Nie wyszło tak jak chciałem. Przepraszam. - tłumaczył podchodząc do mnie.
- I myślisz, ze po tym wszystkim zjawisz się i wszystko będzie dobrze ? Że jedno przepraszam wszystko załatwi ? - wybuchnęłam. - Wyjechałeś sobie bez słowa i nawet nie raczyłeś dać znaku życia ! Co ty, telefonu nie masz, internetu? Nie wiesz nawet jak bardzo się o ciebie martwiłyśmy. Dwa lata to dużo jak na zmianę, nie uważasz Harry? A teraz, gdy w końcu ułożyłyśmy sobie życie bez ciebie, ty wracasz i znowu wszystko chrzanisz, tego właśnie chciałeś? Najlepiej wróć sobie do tych swoich chłoptasiów! Przecież muszą mieć coś, czego my nie mamy, skoro wybrałeś właśnie ich. - skończyłam ze łzami na policzkach.
- Wiem Al, wiem, ze zrobiłem źle, ale przejrzałem na oczy i chcę wrócić, chcę naprawić, co zepsułem. - zapewnił podchodząc jeszcze bliżej. Patrzył prosto w moje oczy. Wyciągnął ramiona i zamknął mnie w szczelnym, przyjacielskim uścisku, próbowałam się wyrywać, ale był silniejszy. W końcu ustąpiłam.
- Uwielbiam cię Ali. - wyszeptał wprost do mojego ucha.
- Nienawidzę cię Styles. - odrzekłam szorstko.
- Tęskniłem za tobą Ali i to cholernie. - zapewnił znowu.
- Ja za tobą też Hazz. - odpowiedziałam jeszcze mocniej wtulając się w niego.
Bez słowa chwyciliśmy swoje ręce i ruszyliśmy do jego domu. I znów było mi obojętne, czy ktoś pomyśli o nas jak o parze. Znowu się uśmiechałam.

Pokój Stylesa nie zmienił się od czasu mojej ostatniej wizyty. W kącie pokoju przybyła tylko dość spora walizka i porozrzucane wokół niej ubrania. Usiadłam delikatnie na łóżku, a Harry zajął miejsce naprzeciwko mnie.
- Na początku chciałbym cię jeszcze raz przeprosić. - zaczął. - Nie przemyślałem tego wszystkiego dokładnie. Byłem pewny, że zdąrzę wam to jakoś wytłumaczyć, ale jednak się myliłem..
- Rozumiem... lepiej opowiedz jak to jest być bożyszczem nastolatek. - zaśmiałam się wbijając mu środkowy palec między żebra.
- To bardzo długa historia. Nie chcę cię zanudzać. - oznajmił, ale w jego oczach było można wyczytać, że chce podzielić się ze mną swoją radością.
- To nic. Przed nami cała noc. - uśmiechnęłam się.

- Wiesz... nie traktuję fanek jako stada napalonych dziewczyn. Wręcz przeciwnie. Dla każdego z nas są podporą, jedną z najwspanialszych rzeczy w całej karierze. Widzę je wszystkie jak oddane, wrażliwe dziewczyny, z wielkimi sercami. Nigdy nie mógłbym powiedzieć o żadnej z nich przedmiotowo. Owszem, czasem mam już dość błysku fleszy, krzyków na koncertach, braku prywatności, ale to wszystko jest tego warte. Nie chodzi mi o pieniądze ani o sławę, ale o satysfakcje, że zaszliśmy aż tak daleko... - jego oczy się zeszkliły, on naprawdę kochał to, co robił.
- A mówiąc, ze zaszliście tak daleko, masz na myśli..? - zapytałam niepewnie, za chwilę się wyda, ze nic o nich nie wiem.
- Jak to.. nie słyszałaś ? - zapytał zdziwiony.
- Starałam się nie zwracać na was uwagi. Każda wiadomość o tym, jak świetnie bawisz się bez nas, przyprawiała mnie o łzy. Wybacz. - odpowiedziałam smutno.
- Ach tak, rozumiem. - dobrze wiedział jaki ból mi sprawił. - Ten czas był niesamowity. Zgarnęliśmy multum różnych nagród, a w tym nawet Brit Awards - w jego oku błysnęła iskierka radości. - Występowaliśmy wszędzie. Można powiedzieć, ze staliśmy się sławami światowego formatu. Kolejne piosenki, nowe teledyski, już niedługo wydamy swoją drugą płytę. - jego tęczówki błyszczały w świetle lampki nocnej.
Nawet nie zauważyłam, gdy zaczęło się ściemniać. Chłopak opowiadał mi o ich tryumfach do późnej nocy. Potem zabraliśmy się za oglądanie filmików. To wszystko, to niesamowite emocje. Już wiem, czemu tak bardzo uwielbiał to, co robił. Mimo tego, jak doskonale się bawiłam, nie uciekło mojej uwadze, ze jestem zwyczajnie naiwna i wybaczyłam mu zbyt szybko. Zdecydowanie zbyt łatwo mu to poszło.

* tłumaczenie piosenki:  Ed Sheeran - Lego House