Z góry mówię, że nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału. Po prostu wiem, że stać mnie na więcej. Ale przejdźmy do rzeczy. Jeśli ktoś chce być powiadamiany o nowych rozdziałach pisze na GG - 41031765 . Założyłam także fanpage opowiadania na facebooku - fanpage
I umówmy się : 8 komentarzy -> kolejny rozdział szybciej : )
Sierpień 2012, Paryż, Francja
I umówmy się : 8 komentarzy -> kolejny rozdział szybciej : )
Sierpień 2012, Paryż, Francja
Każdy czasem potrzebuje chwili wytchnienia, ucieczki od wszystkich kłopotów. Niektórzy zaszywają się w zaciszu domu z książką i kubkiem gorącego kakao. Inni robią to samo, ale w innym kraju, wśród obcokrajowców, bez przyjaciół, bez rodziny. To była spontaniczna decyzja. Pragnęłam tylko oderwać się od szarej codzienności, zrobić coś innego, nietypowego. Ten pomysł przyszedł nagle, podczas kolejnej bezsennej nocy. Po prostu zerwałam się z łóżka, napisałam do Katie wiadomość krótko objaśniając swoje zamiary i zaczęłam wrzucać do walizki wszystko, co uważałam przydatne za granicą. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, gdzie mnie poniesie.
Kto spodziewałby się, że rano, wkraczając na lotnisko bez zastanowienia kupię bilet do Francji. Po prostu zrobiłam to, co jako pierwsze przyszło mi do głowy. Ktoś mógłby zarzucić mi, że robię to samo, co Styles. Nie. Różnica pomiędzy nami była taka, że ja zamierzałam wrócić.
Jestem pewna, że większość osób w moim wieku wykorzystałaby czas spędzony w obcym mieście na imprezach do późnych godzin nocnych. Jednak nie ja. Mi chodziło tylko o to, by choć na chwilę uciec od problemów i nabrać siły, by potem móc się z nimi zmierzyć. Kilka pierwszych dni spędziłam na czytaniu książek w pokoju hotelowym lub po prostu wpatrując się w okno, z którego było widać tysiące małych światełek oświetlających stolicę.
W końcu zdecydowałam się na wyjście z pokoju. Byłoby wręcz głupotą być tam i nie przejść się chociaż tamtejszymi uliczkami. W ciągu dwóch dni odwiedziłam wszystkie piękne miejsca, które był w stanie zaoferować mi Paryż. Zaczynając od Katedry Notre Dame, przez Luwr, Cmentarz Pere Lachaise, Ogród Luksemburski, Montmartre, kończąc na Wieży Eiffla.
Nigdy nie umiałam zachwycać się Tour The Eiffel. Ludzie zapewniali, że jest piękna, jednak ja nigdy nie czułam tej atmosfery, aż do tej pory. Tak, była niesamowita, jedyna w swoim rodzaju, jednak moje serce od kilku lat należy do londyńskiego Big Bena.

Tego dnia byłam pewna, że widziałam już wszystko, co najpiękniejsze w tej części Francji. Myliłam się. Gdy kierowałam się już spod Wieży Eiffla do hotelu, wokół zrobił się wielki szum. Nagle wszyscy obecni zwarli się w ciasny krąg, jakby zobaczyli samego Boga i chcieli go otoczyć, by ich nie opuścił. Krzyki. Piski. Wrzaski. Setki oczu skierowane w jedną stronę. A w tym wszystkim te piękne wyjątkowe patrzące w zupełnie innym kierunku. Na mnie. Czysty błękit. Nie był to odcień lodu. Wyglądały jak ocean, w którym można utopić się za pierwszym spojrzeniem. Jakby ich właściciel za ich pomocą chciał wylać na zewnątrz wszystkie swoje pozytywne emocje. Wtedy wydawało mi się, że to właśnie te tęczówki będzie mi dane zapamiętam na dłużej, mimo, że nawet nie znałam ich właściciela.
Ostatni dzień pobytu we Francji
Stolica pachniała croissantami i mocnym espresso, szczególnie o poranku. Ludzie zapełniali powoli wąskie uliczki, a ja pragnęłam tylko dotrzeć do Bois de Boulogne. Ostatni dzień pozbawiony jakichkolwiek zmartwień uczciłam wczesną pobudką z nadzieją, że uda mi się w końcu wykonać szkic na którym tak bardzo zależało Katie. Zaznaczyła, że chce go umieścić na ścianie w salonie, w naszym nowym, wspólnym mieszkaniu w Londynie, więc najzwyczajniej w świecie nie miałam wyboru. Ludzie odkąd pamiętam chwalili mnie za talent, którego ja nie dostrzegałam.
Powrót do domu ze skończonym rysunkiem okazał się nie lada wyzwaniem. Wsunęłam spory zeszyt pod pachę i przemknęłam przez tłum turystów, którzy wlepiali we mnie ciekawskie spojrzenia. Po krótkiej chwili marszu znalazłam się tuż przed swoim hotelem. Pokonałam spory hol i weszłam do swojego pokoju. Rzuciłam szkicownik na pościelone łóżko i ukucnęłam przy nim, by dokończyć pakowanie. Ten wyjazd był taki spontaniczny. Miałam jednak już plany. Wspólne mieszkanie w Londynie wraz z Katie i Natashą. Miałam nadzieję, że stolica Wielkiej Brytanii rozkocha mnie w sobie bez pamięci, jeszcze bardziej niż ostatnim razem. Wprawdzie wychowałam się w Anglii, ale moje małe miasteczko bardzo różniło się od stolicy, w której byłam tylko raz. Razem z nim. Mimo uroku, który Paryż niezaprzeczalnie posiadał, nie mogłabym tutaj zostać na dłużej. Czułam się jakby Francja odrobinę mnie ograniczała. Lubiłam rysować i kochałam pisać. Robiłam to wszystko dla przyjemności. A także odprężenia, wyładowania nerwów, gdy wspominałam o nim. Ale mimo wszystko nigdy nie czułam się artystką, a już na pewno nie tutaj. Tu każdy był taki jak ja. Przykuty do sztuki, czasem nawet na siłę. Może Londyn pomoże mi odnaleźć prawdziwą siebie?
Tylko noc dzieliła mnie od powrotu do starego życia. Siedziałam na parapecie zaciągając się dymem ściskanego między wargami papierosa. Pierwszy raz od bardzo dawna bałam się, że moja osobowość będzie mi wrogiem. Nie przywiązywałam wagi do tego, co myśleli i mówili o mnie ludzie. A teraz wszystko mogło się zmienić. Odkąd pamiętam całymi dniami udawałam silną, niezależną. Wieczorami jednak uwalniałam emocje. Zdawać by się mogło, że mam dwa wcielenia. Jedno publiczne, na pokaz. Drugie, osobiste. Tylko przed samą sobą byłam zdolna przyznać, że jestem po prostu psychicznie słaba.
Budzik postawił mnie na nogi kilka minut po szóstej. Ciepłe powietrze zakołysało jasnymi firankami w otwartym oknie. Podniosłam się i bez zastanowienia odpaliłam pierwszego tego dnia papierosa. Podeszłam do okna i spojrzałam na skąpany w subtelnej mgle Paryż. Emanował nieopisaną świeżością, kąciki moich warg uniosły się jak gdyby mechanicznie. Przez moją głowę szybko przeleciała myśl, by zostać tu na zawsze i móc być po prostu sobą, bez udawania, bez zakładania zbędnej maski, jednak była zbyt ulotna, by zawładnąć mną na dłużej. Czemu nie potrafię być sobą tam, w Anglii, w miejscu, które tak bardzo kocham?
Po upewnieniu się, że zabrałam wszystko, co niezbędne i dość przeciągłym pożegnaniu z widokiem z okna, podczas którego bez łez niestety się nie obyło, wsiadłam do taksówki, by dojechać na lotnisko na czas. Paryż pożegnał mnie deszczem. Będę tęsknić, żegnajcie niebieskie tęczówki.


