wtorek, 22 stycznia 2013

06. 1:0 dla braku ostrożności.

Chcę od razu podkreślić, ze ten rozdział nie jest do końca taki, jaki bym chciała, ale po przeczytaniu kilka razy, w końcu w jakimś stopniu się do niego przekonałam. Z BOKU UMIEŚCIŁAM ANKIETĘ. CHCIAŁABYM, BY WSZYSCY CZYTAJĄCY ZAZNACZYLI ODPOWIEDNIĄ ODPOWIEDŹ. A jeśli przeczytaliście rozdział, a nie chcecie komentować  wystarczy kliknąć którąś z reakcji na samym dole rozdziału. Dziękuję Xx

Wielka Brytania, Londyn, wrzesień 2012r.

To niewiarygodne, jak szybko mija czas. Kilka kolejnych dni, które Alice spędzała na zmianę z Malikiem i Harrym, uleciało w mgnieniu oka. Nadszedł czas, by wziąć w rękę walizkę, zostawić wszystko w tyle i zacząć na czysto, pracując na nowe konto.

W dniu wyjazdu przyjaciółki zapakowały swoje bagaże do czarnego Range Rovera Louisa i zajęły miejsca wraz z właścicielem pojazdu i Harrym, reszta była już na miejscu. Przez kilkanaście minut nikt się nie odzywał. Dziewczyny musiały oswoić się do końca z myślą, że pozostawiają swoje rodzinne miasto i prędko do niego nie wrócą.
- W imieniu reszty chłopaków... - zaczął niepewnie Harry. Przyjaciółki spojrzały na niego z zaciekawieniem, więc kontynuował. - Chcielibyśmy zaproponować, byście zamieszkały z nami w apartamencie. - skończył, a Natasha zakrztusiła się sokiem, który piła prosto z kartonika, przy okazji wypluwając zawartość ust na siostrę.
- Co powiedziałeś? - zapytała zdezorientowana Katie wycierając chusteczką mokrą sukienkę. - Przecież mamy wynajęte mieszkanie, jest już nawet opłacone.
- Mogłaby je odkupić Danielle. Mogłaby zamieszkać u nas, ale macie mieszkanie w centrum, a ona musi mieszkać w jego pobliżu, na każde zawołanie musi pojawić się na próbie. - przekonywał tym razem Louis, patrząc na płeć piękną wzrokiem zbitego szczeniaczka.
Zapanowała cisza, nikt już więcej się nie odzywał. Po kilkunastominutowej jeździe pasażerki usnęły. Można było domyślić się, że stresują się przed zmianą miejsca zamieszkania. Żadna z nich nie przespała minionej nocy z powodu nerwów, które nimi władały.

- Ał. - jęknęła cicho Katie. - Ał. - znowu. - Louis, do cholery, przestaniesz mnie szczypać po tyłku!? - wrzasnęła uderzając gwałtownie rękę Tomlinsona znajdującą się niebezpiecznie blisko jej pośladków.
- Mała, nie bulwersuj się, zoba... - mówił Tommo pokazując coś palcem, ale przerwał wypowiedź, gdy zobaczył wzrok, jakim w tej chwili obdarzyła go Kat.
- Mała to jest twoja...- urwała patrząc w kierunku, który wcześniej wskazywał straszy chłopak.
Zaspana nie zauważyła, że ściemniło się, a obok niej siedziała Alice przyklejona do szyby, za którą czuwał uśpiony Londyn. Z zewnątrz mrugały kolorowe światła odbijające się w oczach pozostałych pasażerów samochodu. Każde miasto powinno mieć aurę, swój własny, odpowiedni i oryginalny klimat, a Londyn niezaprzeczalnie posiadał wszystkie te cechy.

Przez kolejne kilkanaście minut jazdy mijali budynki, których kolorowe szyldy rzucały świetliste plamy na tle ciemności. W końcu zaczęli zagłębiać się w niezakłócony niczym mrok. Po równych 15 minutach wjechali na podjazd dużego apartamentu oświetlonego dziesiątkami lampek. Dziewczyny ciężko wygramoliły się z samochodu wpatrując w duży budynek. Harry jak poparzony wręcz wypadł z auta i pobiegł w kierunku dwuskrzydłowych drzwi nie zwracając na nikogo uwagi. Przyjaciółki popatrzyły na Tomlinsona pytającym wzrokiem.
- Odkąd tylko wjechaliśmy do Londynu jakoś dziwnie się zachowywał, cały czas się wiercił, mówił coś o zbyt dużej ilości wody, no wiecie.. - wytłumaczył chłopak śmiejąc się. Podszedł do drzwi, otworzył je i gestem wskazał dziewczynom, by weszły do środka. - Zapraszam w nasze skromne progi.
- Rzeczywiście skromne. - parsknęła Alice nadal niezbyt przyjaźnie nastawiona do przyjaciół Loczka.
W środku panował niezmącony niczym porządek. Można by nawet powiedzieć, że apartament był wręcz sterylny. Nastolatki stały w salonie niczym słupy stoli, rozglądając się po bokach jakby bały się chociażby oddychać.
- Reszta przyjedzie pewnie za kilka chwil, pojechali odebrać Nialla z lotniska. - zapewnił Harry wychodząc z pomieszczenia obok, zapewne była to toaleta. Reszta zaśmiała się widząc znaczną ulgę na twarzy zielonookiego.
Tomlinson zaprowadził dziewczyny do ich tymczasowych pokoi i pozostawił je, by rozgościły się. Każda z osobna nie miała ochoty już schodzić na dół. Były wykończone podróżą, więc przebrały się w wygodniejsze ubrania i wycieńczone popadały na łóżka. Alice długo nie mogła zasnąć, za odsłoniętym oknem widać było księżyc, który akurat był w pełni. Dziewczyna kochała ten widok, mimo, ze nigdy nie dawał jej spokojnie zasnąć. Teraz nagle wszystko miało się diametralnie zmienić. Niezbyt pocieszało ją życie z nastoletnimi gwiazdami, ale każda szansa na nowy początek jest dobra. Ostatnim, co dziewczyna zobaczyła tego wieczora, to światła samochodu, który wjechał na posesję, odbijające się w jej oknie. Zasnęła.

Alice lekko przekręciła się z boku na plecy. Uchyliła zaspane powieki, po czym zerwała się z łóżka, rozglądając się ze strachem po pomieszczeniu, w którym się znajdowała. Dopiero po kilku głębszych wdechach przypomniał jej się wczorajszy dzień. Otworzyła najbliższe drzwi. Korytarz. W takim razie, dokąd prowadzą drugie? Otworzyła je, a przed nią rozciągała się dość pokaźnych wymiarów łazienka. Dziewczyna wyjęła z walizki ubrania i poszła wziąć prysznic. Gdy była już w samej bieliźnie usłyszała szum wody z prysznica dobiegający zza ściany. Po chwili szumowi zawtórował głos osoby śpiewającej jedną z najnowszych piosenek Justina Biebera. Parsknęła ironicznym śmiechem. Był to głos najwyraźniej któregoś z chłopców, lecz nastolatce wydawał się inny, delikatny, ale zaraz stanowczy. Niezaprzeczalnie chłopak stojący za ścianą miał niesamowity talent, niesamowitą barwę głosu. Dziewczyna po orzeźwiającym prysznicu ubrała się w przygotowane ubrania, włosy związała w wysokiego kucyka, zrobiła delikatny, naturalny makijaż i postanowiła dołączyć do reszty mieszkańców. Schodząc ze schodów patrzyła pod nogi, by nie spaść ze stromych stopni. Jednak to nie powstrzymało jej przed upadkiem. Już u podnóża zejścia uderzyła w kogoś o parę centymetrów wyższego od niej samej. Otwierała już usta, by zwyzywać winowajce wypadku, ale kiedy dostrzegła kto to, głos uwiązł jej w gardle. Podniosła się sama, ignorując rękę, którą wyciągnął do niej chłopak. Spojrzała w stronę jadalni, w której przy stole siedzieli pozostali, pokręciła głową z niedowierzaniem i wbiegła z powrotem na schody. Zatrzasnęła za sobą drzwi i oparła się o nie plecami. W tej chwili jej myśli błądziły między pretensjami do reszty, a do siebie samej. Czemu nie pokazali jej choćby jakiegoś zdjęcia Nialla? Czemu ona sama nie sprawdziła jak on wygląda? Po powrocie z Paryża miała nadzieję, wręcz obiecała sobie, że zapomni o chłopaku o niebieskich tęczówkach, że przestanie się uciekać do ich widoku w każdej, choć minimalnej chwili zwątpienia. Ale czy teraz się uda?


piątek, 4 stycznia 2013

05. Jedziemy na tym samym wózku.

Ten rozdział miał być dłuższy, ale cóż. Akcja będzie teraz rozwijała sie coraz szybciej. Myślę, że wyriobę się w 5-6 rozdziałach. 
Chcę przypomnieć o fanpejdżu - > >klik<
Następny w środę, jeśli będzie 5 komentarzy,jeśli nie, w sobotę.
________________________________

Wrzesień 2012r. Holmes Chapel, Wielka Brytania

Wake up, we both need to wake up. Maybe if we face up to this,  we can make it trough this.

W pomieszczeniu roznosił się zapach alkoholu wyparowującego z ludzkiego ciała i dymu tytoniowego. Otworzyłam na chwilę oczy, by zobaczyć w jakim miejscu się znajduję. Ku mojemu zdziwieniu podłoga w mieszkaniu Stylesa była dosyć wygodna. Liam nadal leżał na kanapie, a Zayn drzemał w pozycji półsiedzącej pod ścianą.  Zamknęłam ponownie oczy, by móc jeszcze chwilę odsapnąć. Po chwili usłyszałam szmer. Zapewne Liam zmienił swoje ułożenie.

- Al, wstawaj... - usłyszałam głos koło ucha. - Al... wstań. - namawiał natrętnie.
Otworzyłam oczy i gwałtownie odskoczyłam od osoby, która wypowiadała wcześniejsze słowa.
- Al, dobrze, że wstałaś, nudzi mi się. - zaczął Liam.
- Aha. - odpowiedziałam, miałam nadzieję, że zrozumie aluzję i już się nie odezwie, ale on nie zwrócił na to uwagi.
- I jak, przypadliśmy ci do gustu? - zapytał, jakby był pewny twierdzącej odpowiedzi.
- Nie.
- Wiem, że nas uwielbiasz. - stwierdził pogodnie.
- Kolego... spadaj. - powiedziałam uśmiechając się słodko w jego stronę i poszłam do kuchni.
Nalałam sobie trochę soku do szklanki i wypiłam go duszkiem. Wiem, ze będzie mi ciężko przyzwyczaić się do nowych znajomych, a co dopiero ich polubić. Mimo wszystko postanowiłam nie zwracać na nich większej uwagi. Nie mogą mi przeszkodzić w odbudowaniu kontaktu z Harrym.

Po kilkunastu minutach reszta chłopaków wkroczyła do kuchni. Zaczęła się poranna krzątanina, wszyscy usiłowali zrobić sobie coś do jedzenia i przemierzali pomieszczenie, co jakiś czas się potrącając. Sama stwierdziłam, ze nie jestem głodna, więc tylko nalałam sobie kolejną szklankę soku. Przez kuchenny gwar wszyscy skupili się na swoich sprawach, więc pozwoliłam sobie trochę się im przyjrzeć. Zayn siedział z głową opartą o stół i wyglądał, jakby modlił się do butelki wody, którą trzymał w prawej ręce. Kac męczy, czyż nie? Louis opierał się o parapet i wpatrywał się w oko z głupawym uśmieszkiem. O ile dobrze pamiętam, wypił tyle samo co Mulat  a był w o niebo lepszym stanie. Mocna głowa, tak, Zayn może mu pozazdrościć. Liam przyrządzał sobie kanapki co chwila wystukując wiadomości. Uśmiechał się do ekranu za każdym razem, gdy otrzymał odpowiedź. Dziewczyna, zdecydowanie. Skierowałam swój wzrok na Hazzę. Chłopak patrzył na mnie z uśmiechem. Odpowiedziałam mu tym samym i skierowałam się do łazienki, by przebrać się we wczorajszą sukienkę. Ubrana umówiłam się z Harrym na wieczór i wróciłam do domu.

We własnym mieszkaniu od razu wzięłam prysznic i założyłam wygodniejsze ubrania. Z szafy wyciągnęłam olbrzymią walizkę i zaczęłam wrzucać w nią rzeczy począwszy od części garderoby, przez książki aż do figurek stojących na półkach. Owszem, zmieściłam to wszystko w jednej walizce. Nie chciałam targać ze sobą wszystkiego. Zabrałam tylko te najbardziej sentymentalne rzeczy. W Londynie od kilku miesięcy czekało na nas urządzone mieszkanie. Jeszcze tylko 2 dni i wraz z Katie i Natashą zaczynamy życie z czystym kontem. 

Docierając do domu Stylesa zwróciłam uwagę na podjazd, na którym stał samochód Natashy. Czyżby dziewczyny go odwiedziły? Bez pukania weszłam do środka, przyzwyczajenie. Wszyscy siedzieli w salonie i głośno się z czegoś śmieli. Katie siedziała na fotelu, a na jego oparciu umiejscowił się Louis. Czyżby zdążyli się tak dobrze poznać? Natasha sprzeczała się z młodym mężczyzną siedzącym obok niej na sofie. W momencie, gdy dziewczyny zobaczyły, że stoję w progu rzuciły się na mnie obściskując. 
- Wydaję mi się... - zaczęła Katie.
- Że nie znasz Jake'a. - dokończyła za nią Nat.
- No... zgadza się. - oznajmiłam patrząc w stronę nieznajomego mężczyzny. 
- Jestem Jake, miło mi poznać. Dziewczyny wiele o tobie mówiły.  - powiedział podając mi rękę i zawadiacko się uśmiechając. 
- Ee... cześć. - odpowiedziałam i ruszyłam na wolny fotel.
Chwilę później chłopcy wpadli na pomysł zrobienia sesji zdjęciowej z zimnymi ogniami. Oznajmili, że następnego dnia wyjeżdżają i chcą nas tym pożegnać. 

Kilkanaście minut później biegaliśmy po całym piętrze z odpalonymi zimnymi ogniami. Harry podążał za nami z aparatem i robił nam zdjęcia.  Kiedy zabawki się nam skończyły, było już ciemno. Zdecydowałam się przejrzeć fotografie razem z Loczkiem, kilka wyszło naprawdę nieźle. Zayn gdzieś zniknął, Liam znowu wpatrywał się w ekran telefonu, Kat przepychała się z Tomlinsonem na sofie, a Natasha wyglądała przez okno wraz z Jake'em i trzymała go za rękę. Widząc to, głośną chrząknęłam. Starsza rudowłosa odwróciła się, a ja przywołałam ją dyskretnym ruchem dłoni. 
- Co ty robisz? - zapytałam pretensjonalnie. 
- Jak to co? Masz na myśli Martina? - podniosła do góry jedną brew.
- Tak, właśnie. Więc możesz mi powiedzieć w końcu, co ty robisz?
- Fajny z niego koleś, więc, co w tym złego?
- Znasz go zaledwie kilka godzin, wiesz chociaż, kim on jest? - złościłam się.
- Jest menadżerem chłopców...
- Chcesz jeszcze bardziej pakować się w to bagno? - denerwowałam się coraz bardziej.
- Jestem starsza i wiem, co robić, nie musisz mi pomagać. Lubię ich, więc to nie ma znaczenia, czy on ma z nimi coś wspólnego, czy nie. - odrzekła z jadem w głosie.
- Kiedyś się przekonasz, że nie masz racji. - obrzuciłam ją wrednym spojrzeniem i wyszłam.

Przeszłam na drugi koniec domu i wyszłam na taras. Na niebie było widać gwiazdy, jednak nie dawały one zbyt dużo światła. Księżyc schował się za dachem. Byłam w całkowitej ciemności. Z kieszeni jeansów wyciągnęłam paczkę ulubionych papierosów i odpaliłam jednego. Dym nikotynowy wypełnił moje płuca. Tęskniłam za tym.
- A od kiedy to się pali? - zapytał głos z drugiego końca tarasu, a ja wzdrygnęłam się ze strachem.
- A od kiedy to opuszcza się towarzystwo bez słowa? - zapytałam poirytowana.
- Pierwszy zapytałem. - zaśmiał się, a ja westchnęłam. - Więc odkąd palisz?
- Musisz być taki dociekliwy?
- Ależ owszem. Doczekam się odpowiedzi? - nalegał.
- Odkąd mam problemy. A to po prostu przynosi mi swego rodzaju ulgę. - westchnęłam.
- Wiesz... w pewnym sensie jesteśmy do siebie bardzo podobni. - powiedział podchodząc bliżej mnie.
- Jesteśmy podobni, bo palimy papierosy? - zapytałam zmieszana.
- Nie o to mi chodzi. Nie radzimy sobie z problemami. Wszystko gnębi nas od środka, a my po prostu nikomu o tym nie mówimy i udajemy, ze wszystko jest dobrze. Mam rację? - dogasiłam niedopałek i wyrzuciłam go na trawnik wpatrując się w oczy Mulata,  które świdrowały mnie z przejęciem. - I wcale nie chodzi nam o to, że mamy przed innymi jakieś tajemnice i nie chcemy się otworzyć. Po prostu nie chcemy zawracam innym głowy. Jedziemy na jednym wózku. Nie mylę się, prawda?
- Prawda. - odpowiedziałam cicho. 
- Uwierz, nie jesteśmy tacy, za jakich nas bierzesz.
- Mam nadzieję. - rzekłam wyciągając Malikowi papierosa z dłoni. 
"Mam nadzieję." - powtórzyłam w myślach i wprowadziłam w płuca kolejną dawkę nikotyny.