czwartek, 27 grudnia 2012

04. Staliśmy się osobami, przed którymi ostrzegali nas rodzice.

Wiem, że krótki, wiem, że spóźniony, wiem, że beznadziejny. Ale jest. W ramach rekompensaty następny pojawi się w środę i będzie dłuższy. 
_____________________________________________________

Ostatni dzień sierpnia 2012r., Holmes Chapel, Wielka Brytania.

Let's go crazy, crazy, crazy till we see the sun.

Po tym, jak wraz z Harrym spędziliśmy całą noc na opowiadaniu sobie, co działo się przez ostatnie 2 lata, nie dziwne było, że wstaliśmy po 18.
- Mała zbieraj się, o 20 wyjeżdżamy. - nakazał Harry wchodząc do pokoju.
- No okej, ale gdzie ? - zapytałam zdezorientowana.
- Niespodzianka. - puścił mi oczko i ponownie wyszedł.


Niespełna 30 minut później stałam w swoim pokoju przed szafą pełną ubrań i zastanawiałam się, co założyć. Po kilku minutach zastanawiania się chwyciłam w rękę krwisto czerwoną sukienkę i poszłam do łazienki. Umyłam się, przygotowałam do wyjścia, w pośpiechu złapałam telefon i skierowałam się do wyjścia. Przed domem czekał na mnie Harry. Pomimo tego, że na nogach miałam prawie 10-centymetrowe szpilki, nadal był ode mnie sporo wyższy. Przyjaciel objął mnie ramieniem i bez słowa pomaszerowaliśmy w stronę najlepszego klubu w Holmes Chapel. 

- Mam nadzieję, że nie będziesz na mnie zła, ale.. - zaczął Loczek.
- Co znowu zmalowałeś panie idealny ?- przerwałam mu śmiejąc się.
- Chcę, żebyś poznała resztę. Bardzo ucieszyli się na wiadomość, ze chcę cię im przedstawić.
- Wydaje mi się, że raczej nie przypadniemy sobie do gustu... - powiedziałam przewracając oczami.
- Na pewno się polubicie, zobaczysz. - zapewnił wesoło, gdy staliśmy przed klubem.
- Nie byłabym tego taka pewna. - powiedziałam pod nosem i weszłam za nim do pomieszczenia. 

W środku roiło się od kolorów migających ze wszystkich stron. Przyjaciel poprowadził mnie w stronę baru, gdzie po chwili zamówiliśmy sobie drinki i ruszyliśmy w stronę stolika w rogu.Gdy tylko podeszliśmy bliżej trzech chłopaków rzuciło się na mnie z powitaniami. Przedstawiali się przekrzykując się wzajemnie. Łysy Liam, wielkodupny Louis, Zayn z blind pasemkiem na czarnej grzywce. Chyba zapamiętam. Ku mojemu zaskoczeniu swoją obecnością zaszczycili mnie tylko trzej pozostali członkowie One Direction. Kogoś z pewnością brakowało. 
- Nie było was pięciu? - zapytałam zawstydzona.
- Owszem. Niall pojechał do domu, do Irlandii. - zapewnił... Liam?
- To dużo wyjaśnia. - odparłam. 
Postanowiłam nie opuszczać Harry'ego nawet na krok.

Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Przez cały nasz pobyt w klubie trzymałam się przy Stylesie. Jakoś nie mogłam przekonać się do reszty jego przyjaciół. Nadal wydawali mi się strasznie sztuczni, wyimaginowani. Ale mimo tego wszystkiego pić, to oni umieli. Drinki szły jeden po drugim, a trunki znikały w ich gardłach coraz szybciej. W pewnym momencie jedynymi w miarę trzeźwymi osobami z towarzystwa pozostałam ja i Liam. Zebraliśmy resztę i ruszyliśmy wolnym krokiem w stronę domu Stylesa. W pewnym momencie Zayn, który do tej pory był małomówny, ożył i pobiegł przed siebie, a po chwili zniknął nam z oczu za zakrętem. Kilka minut później zastaliśmy go naprzeciw domu Stylesa. Siedział na krawężniku i wydzierał się wniebogłosy. 
- So c-cmon! You got it wrong! - wykrzykiwał mulat.
- Malik, ogarnij trochę, błagam, tylko dzisiaj. - prosił Liam, a Louis już po chwili leżał na chodniku i śmiał się jak chory psychicznie. 

Zdołaliśmy podnieść ich z ziemi dopiero po kilkunastu minutach namawiania. W domu Stylesa zjawiliśmy się kilka minut po trzeciej w nocy. 
- Zjadłbym sobie pizzę. - oznajmił Louis wesoło czkając, gdy już miałam wychodzić.
- Boo, nie zaczynaj. - warknął Liam wyraźnie zmęczony opieką nad pijanymi przyjaciółmi. 
- Ja też bym coś zjadł. - wtrącił niepewnie Zayn.

Pół godziny później wcinaliśmy pizzę przywiezioną przez dostawce. Każdy był zajęty jedzeniem, więc miałam czas, by przyjrzeć się im z bliska, nie wzbudzając zbędnych pytań. Każdy był na swój sposób inny. Po zjedzeniu umówiliśmy się, że zostaniemy na noc u Hazzy. Wszyscy udali się do wyznaczonych pokoi, a ja umyłam się i wyszłam z łazienki ubrana w koszulkę Harry'ego. Liam leżał wyczerpany na kanapie w salonie i wpatrywał się w sufit, Zayn siedział w kuchni dopijając szklankę mleka, a Harry z Louisem śmiali się w pokoju Loczka z niewiadomych przyczyn. Dalej mogę spokojnie stwierdzić, że ich nie lubię, ale z chęcią zostałabym z nimi dłużej, gdybym tylko mogła poobserwować ich nadludzką głupotę. 

niedziela, 9 grudnia 2012

03. O wybaczaniu zbyt szybko.

Z góry mówię, ze ten rozdział niezbyt przypadł mi do gustu... Nie tylko długość, ale i treść. Po prostu. W związku z tym, ze czekaliście dość długo, przy odpowiedniej ilości komentarzy (5) nowy rozdział pojawi się już w środę :)
Bądź na bieżąco i polub fanpejdż opowiadania ! - > klik
_____________________________________________

Koniec sierpnia 2012r., Holmes Chapel, Wielka Brytania

Ludzie są tylko ludźmi. Męczą się, kochają, tęsknią i w końcu wracają.

Grube krople deszczu ciężko zlatywały z nieba, by po chwili rozbić się o powierzchnię okna. Lekko uchyliłam zaspane powieki. Pada, znowu. Mimo tego, uwielbiałam taką pogodę. Wolałam doszczętnie zmoknąć, niż wdychać suche powietrze podczas letniego upału. Od dawna zastanawiała mnie moja odmienność. Równie mocno jak ulewy, kochałam zimne kąpiele, a przede wszystkim jesienne, depresyjne miesiące, które miały nadejść lada chwila.

Wstałam z łóżka i ruszyłam chwiejnym krokiem w stronę łazienki  Poprzedniego dnia dotarłam do domu dopiero w późnych godzinach wieczornych i nie mając na nic siły, po prostu położyłam się spać.  Po długim, zimnym prysznicu stanęłam przed lustrem owinięta zielonym ręcznikiem. Drobne krople wody tańczyły na moim ciele i włosach, powili spływając w dół  Czesząc włosy wpadłam w popłoch. Za godzinę miałam spotkać się z dziewczynami. Niesamowicie się za nimi stęskniłam. Szybko wytarłam się ręcznikiem, a następnie ubrałam pierwsze z brzegu spodenki i koszulkę leżącą na podłodze. Ułożyłam włosy i zrobiłam sobie delikatny makijaż. Na koniec założyłam brązowe rurki i pudrową koszulkę. Przy drzwiach naciągnęłam czarne trampki i wybiegłam z domu nie zabierając nawet torebki.


Po 15 minutach dość szybkiego marszu doszłam do Starbucksa w centrum miasta. W momencie, gdy weszłam do pomieszczenia, uderzyła we mnie silna woń mocnej kawy i wanilii. Przy stoliku w rogu zauważyłam Katie z kubkiem kawy w ręku. Podbiegłam do niej szybko, a już po chwili stałyśmy wtulone, jakbyśmy nie widziały się co najmniej kilka miesięcy.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo tęskniłam... - powiedziałam zdyszana.
- Nie tylko ty. - zapewniła przyjaciółka z uśmiechem. - Nat poszła do łazienki, zaraz powinna wrócić, ale opowiadaj jak było w Paryżu ! - w jej oczach rozbłysły iskierki ciekawości.
- Mam peeeeełno zdjęć ! Te wszystkie miejsca... magia. - zaczęłam opowiadać o swoim pobycie we Francji. - To naprawdę niesamowity kraj. Jeśli nasze zarobki nam na to pozwolą, musimy pojechać tam na przyszłe wakacje. - ciągnęłam dalej, podczas, gdy Natasha wróciła i usiadła naprzeciwko mnie.
- Al... musimy ci coś powiedzieć. - zaczęła.
- A Wieża Eiffla... mówię wam, cudo ! Co się stało ? - zapytałam zdezorientowana.
- Harry wrócił ... - odpowiedziała Kat obawiając się mojej reakcji.
- Ale jak to wrócił ? - zapytałam zmieszana, nie wiedząc, co innego wykrztusić.
- Przyjechał na kilka tygodni. Ma wolne. - wyjaśniła Nat.
- Co zamierzasz z tym zrobić ? - zapytała Katie, przerywając kilkusekundową ciszę.
- Jak to co ? Przecież to nie ja zostawiłam przyjaciół bez słowa wytłumaczenia. - odparłam sucho.
- Rozumiem, że zaczęłaś w końcu funkcjonować normalnie, dałaś sobie spokój z wypłakiwaniem oczu, ale nie powinnaś kompletnie wykreślać go ze swojego życia. Skrzywdził cię, owszem. Ale nie zapominaj o tych wszystkich chwilach, które z nim spędziłyśmy. Tak, zawiódł każdą z nas i to bardzo, ale nie udawajmy, ze nic dla nas nie znaczy, bo tak nie jest. - zaczęła swój wywód Nat, wiedziałam, ze bez tego się nie obędzie. - Powinnyśmy cieszyć się, ze zechciał wrócić, chociażby ze względu na jego rodzinę. Wiesz przecież, że martwli się o niego, gdy wyjechał. Nie oczekuję tego, ze wpadniecie sobie w ramiona i wszystko będzie dobrze, bo można wybaczyć osobie, która nas skrzywdziła, ale krzywda pozostanie wyryta w naszym umyśle na zawsze. - mówiła dalej.
- Więc co według was powinnam zrobić? - przerwałam jej.
- Po prostu nie żałuj niczego, co się stało i jeśli tylko będziesz miała szansę, spróbuj sobie z nim wszystko wyjaśnić, a my postąpimy tak samo. - odpowiedziała Katie.
- Musze już iść. Przepraszam. - wstałam i odeszłam od stolika z tysiącami myśli, setkami pytań i bez ani jednej odpowiedzi.

Pozbieram te części i zbuduję domek z lego.*


Szłam mokrymi ulicami Holmes Chapel, kierując się do domu. Myśli, które pojawiły się po wyjściu z kawiarni zniknęły, wraz z falą zimnego deszczu oblewającego moje ciało. W głowie miałam pustkę, nie wiedziałam, co myśleć o zaistniałej sytuacji. Mimo wszystko byłam pewna, ze nie wybaczę Stylesowi tego, co zrobił. Za dużo już przez niego wycierpiałyśmy.
- Al ! - krzyknął za mną głos, który choć tak długo nie słyszany, dalej był mi znajomy.
Mimo dziwnego uczucia, jakie mną zawładnęło, szłam dalej przed siebie nawet się nie oglądając.
- Al, proszę wysłuchaj mnie. - poprosił rozpaczliwie, a ja przystanęłam i odwróciłam się. Za mną stał Harry, ubrany jedynie w cienką, białą koszulkę, która mokra opinała się na jego ciele uwydatniając mięśnie. Wyrobił się przez te lata, nie powiem.
- Czego chcesz Styles ? - gdyby wzrok mógłby zabijać, on byłby już martwy.
- Daj mi to wszystko wytłumaczyć. Nie wyszło tak jak chciałem. Przepraszam. - tłumaczył podchodząc do mnie.
- I myślisz, ze po tym wszystkim zjawisz się i wszystko będzie dobrze ? Że jedno przepraszam wszystko załatwi ? - wybuchnęłam. - Wyjechałeś sobie bez słowa i nawet nie raczyłeś dać znaku życia ! Co ty, telefonu nie masz, internetu? Nie wiesz nawet jak bardzo się o ciebie martwiłyśmy. Dwa lata to dużo jak na zmianę, nie uważasz Harry? A teraz, gdy w końcu ułożyłyśmy sobie życie bez ciebie, ty wracasz i znowu wszystko chrzanisz, tego właśnie chciałeś? Najlepiej wróć sobie do tych swoich chłoptasiów! Przecież muszą mieć coś, czego my nie mamy, skoro wybrałeś właśnie ich. - skończyłam ze łzami na policzkach.
- Wiem Al, wiem, ze zrobiłem źle, ale przejrzałem na oczy i chcę wrócić, chcę naprawić, co zepsułem. - zapewnił podchodząc jeszcze bliżej. Patrzył prosto w moje oczy. Wyciągnął ramiona i zamknął mnie w szczelnym, przyjacielskim uścisku, próbowałam się wyrywać, ale był silniejszy. W końcu ustąpiłam.
- Uwielbiam cię Ali. - wyszeptał wprost do mojego ucha.
- Nienawidzę cię Styles. - odrzekłam szorstko.
- Tęskniłem za tobą Ali i to cholernie. - zapewnił znowu.
- Ja za tobą też Hazz. - odpowiedziałam jeszcze mocniej wtulając się w niego.
Bez słowa chwyciliśmy swoje ręce i ruszyliśmy do jego domu. I znów było mi obojętne, czy ktoś pomyśli o nas jak o parze. Znowu się uśmiechałam.

Pokój Stylesa nie zmienił się od czasu mojej ostatniej wizyty. W kącie pokoju przybyła tylko dość spora walizka i porozrzucane wokół niej ubrania. Usiadłam delikatnie na łóżku, a Harry zajął miejsce naprzeciwko mnie.
- Na początku chciałbym cię jeszcze raz przeprosić. - zaczął. - Nie przemyślałem tego wszystkiego dokładnie. Byłem pewny, że zdąrzę wam to jakoś wytłumaczyć, ale jednak się myliłem..
- Rozumiem... lepiej opowiedz jak to jest być bożyszczem nastolatek. - zaśmiałam się wbijając mu środkowy palec między żebra.
- To bardzo długa historia. Nie chcę cię zanudzać. - oznajmił, ale w jego oczach było można wyczytać, że chce podzielić się ze mną swoją radością.
- To nic. Przed nami cała noc. - uśmiechnęłam się.

- Wiesz... nie traktuję fanek jako stada napalonych dziewczyn. Wręcz przeciwnie. Dla każdego z nas są podporą, jedną z najwspanialszych rzeczy w całej karierze. Widzę je wszystkie jak oddane, wrażliwe dziewczyny, z wielkimi sercami. Nigdy nie mógłbym powiedzieć o żadnej z nich przedmiotowo. Owszem, czasem mam już dość błysku fleszy, krzyków na koncertach, braku prywatności, ale to wszystko jest tego warte. Nie chodzi mi o pieniądze ani o sławę, ale o satysfakcje, że zaszliśmy aż tak daleko... - jego oczy się zeszkliły, on naprawdę kochał to, co robił.
- A mówiąc, ze zaszliście tak daleko, masz na myśli..? - zapytałam niepewnie, za chwilę się wyda, ze nic o nich nie wiem.
- Jak to.. nie słyszałaś ? - zapytał zdziwiony.
- Starałam się nie zwracać na was uwagi. Każda wiadomość o tym, jak świetnie bawisz się bez nas, przyprawiała mnie o łzy. Wybacz. - odpowiedziałam smutno.
- Ach tak, rozumiem. - dobrze wiedział jaki ból mi sprawił. - Ten czas był niesamowity. Zgarnęliśmy multum różnych nagród, a w tym nawet Brit Awards - w jego oku błysnęła iskierka radości. - Występowaliśmy wszędzie. Można powiedzieć, ze staliśmy się sławami światowego formatu. Kolejne piosenki, nowe teledyski, już niedługo wydamy swoją drugą płytę. - jego tęczówki błyszczały w świetle lampki nocnej.
Nawet nie zauważyłam, gdy zaczęło się ściemniać. Chłopak opowiadał mi o ich tryumfach do późnej nocy. Potem zabraliśmy się za oglądanie filmików. To wszystko, to niesamowite emocje. Już wiem, czemu tak bardzo uwielbiał to, co robił. Mimo tego, jak doskonale się bawiłam, nie uciekło mojej uwadze, ze jestem zwyczajnie naiwna i wybaczyłam mu zbyt szybko. Zdecydowanie zbyt łatwo mu to poszło.

* tłumaczenie piosenki:  Ed Sheeran - Lego House 

czwartek, 22 listopada 2012

02. O próbie zebrania sił

Z góry mówię, że nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału. Po prostu wiem, że stać mnie na więcej. Ale przejdźmy do rzeczy. Jeśli ktoś chce być powiadamiany o nowych rozdziałach pisze na GG - 41031765 . Założyłam także fanpage opowiadania na facebooku - fanpage 
I umówmy się : 8 komentarzy -> kolejny rozdział szybciej : )

Sierpień 2012, Paryż, Francja
Każdy czasem potrzebuje chwili wytchnienia, ucieczki od wszystkich kłopotów. Niektórzy zaszywają się w zaciszu domu z książką i kubkiem gorącego kakao. Inni robią to samo, ale w innym kraju, wśród obcokrajowców, bez przyjaciół, bez rodziny. To była spontaniczna decyzja. Pragnęłam tylko oderwać się od szarej codzienności, zrobić coś innego, nietypowego. Ten pomysł przyszedł nagle, podczas kolejnej bezsennej nocy. Po prostu zerwałam się z łóżka, napisałam do Katie wiadomość krótko objaśniając swoje zamiary i zaczęłam wrzucać do walizki wszystko, co uważałam przydatne za granicą. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, gdzie mnie poniesie.

Kto spodziewałby się, że rano, wkraczając na lotnisko bez zastanowienia kupię bilet do Francji. Po prostu zrobiłam to, co jako pierwsze przyszło mi do głowy.  Ktoś mógłby zarzucić mi, że robię to samo, co Styles. Nie. Różnica pomiędzy nami była taka, że ja zamierzałam wrócić.

Jestem pewna, że większość osób w moim wieku wykorzystałaby czas spędzony w obcym mieście na imprezach do późnych godzin nocnych. Jednak nie ja. Mi chodziło tylko o to, by choć na chwilę uciec od problemów i nabrać siły, by potem móc się z nimi zmierzyć. Kilka pierwszych dni spędziłam na czytaniu książek w pokoju hotelowym lub po prostu wpatrując się w okno, z którego było widać tysiące małych światełek oświetlających stolicę. 

W końcu zdecydowałam się na wyjście z pokoju. Byłoby wręcz głupotą być tam i nie przejść się chociaż tamtejszymi uliczkami. W ciągu dwóch dni odwiedziłam wszystkie piękne miejsca, które był w stanie zaoferować mi Paryż. Zaczynając od Katedry Notre Dame, przez Luwr, Cmentarz Pere Lachaise, Ogród Luksemburski, Montmartre, kończąc na Wieży Eiffla. 

Nigdy nie umiałam zachwycać się Tour The Eiffel. Ludzie zapewniali, że jest piękna, jednak ja nigdy nie czułam tej atmosfery, aż do tej pory. Tak, była niesamowita, jedyna w swoim rodzaju, jednak moje serce od kilku lat należy do londyńskiego Big Bena. 


Tego dnia byłam pewna, że widziałam już wszystko, co najpiękniejsze w tej części Francji. Myliłam się. Gdy kierowałam się już spod Wieży Eiffla do hotelu, wokół zrobił się wielki szum. Nagle wszyscy obecni zwarli się w ciasny krąg, jakby zobaczyli samego Boga i chcieli go otoczyć, by ich nie opuścił. Krzyki. Piski. Wrzaski. Setki oczu skierowane w jedną stronę. A w tym wszystkim te piękne wyjątkowe patrzące w zupełnie innym kierunku. Na mnie. Czysty błękit. Nie był to odcień lodu. Wyglądały jak ocean, w którym można utopić się za pierwszym spojrzeniem. Jakby ich właściciel za ich pomocą chciał wylać na zewnątrz wszystkie swoje pozytywne emocje. Wtedy wydawało mi się, że to właśnie te tęczówki będzie mi dane zapamiętam na dłużej,  mimo, że nawet nie znałam ich właściciela.


Ostatni dzień pobytu we Francji
Stolica pachniała croissantami i mocnym espresso, szczególnie o poranku. Ludzie zapełniali powoli wąskie uliczki, a ja pragnęłam tylko dotrzeć do Bois de Boulogne. Ostatni dzień pozbawiony jakichkolwiek zmartwień uczciłam wczesną pobudką z nadzieją, że uda mi się w końcu wykonać szkic na którym tak bardzo zależało Katie. Zaznaczyła, że chce go umieścić na  ścianie w salonie, w naszym nowym, wspólnym mieszkaniu w Londynie, więc najzwyczajniej w świecie nie miałam wyboru. Ludzie odkąd pamiętam chwalili mnie za talent, którego ja nie dostrzegałam.

Powrót do domu ze skończonym rysunkiem okazał się nie lada wyzwaniem. Wsunęłam spory zeszyt pod pachę i  przemknęłam przez tłum turystów, którzy wlepiali we mnie ciekawskie spojrzenia. Po krótkiej chwili marszu znalazłam się tuż przed swoim hotelem. Pokonałam spory hol i weszłam do swojego pokoju. Rzuciłam szkicownik na pościelone łóżko i ukucnęłam przy nim, by dokończyć pakowanie. Ten wyjazd był taki spontaniczny. Miałam jednak już plany. Wspólne mieszkanie w Londynie wraz z Katie i Natashą. Miałam nadzieję, że stolica Wielkiej Brytanii rozkocha mnie w sobie bez pamięci, jeszcze bardziej niż ostatnim razem. Wprawdzie wychowałam się w Anglii, ale moje małe miasteczko bardzo różniło się od stolicy, w której byłam tylko raz. Razem z nim. Mimo uroku, który Paryż niezaprzeczalnie posiadał, nie mogłabym tutaj zostać na dłużej. Czułam się jakby Francja odrobinę mnie ograniczała. Lubiłam rysować i kochałam pisać. Robiłam to wszystko dla przyjemności. A także odprężenia, wyładowania nerwów, gdy wspominałam o nim. Ale mimo wszystko nigdy nie czułam się artystką, a już na pewno nie tutaj. Tu każdy był taki jak ja. Przykuty do sztuki, czasem nawet na siłę. Może Londyn pomoże mi odnaleźć prawdziwą siebie?

Tylko noc dzieliła mnie od powrotu do starego życia. Siedziałam na parapecie zaciągając się dymem ściskanego między wargami papierosa.  Pierwszy raz od bardzo dawna bałam się, że moja osobowość będzie mi wrogiem. Nie przywiązywałam wagi do tego, co myśleli i mówili o mnie ludzie. A teraz wszystko mogło się zmienić. Odkąd pamiętam całymi dniami udawałam silną, niezależną. Wieczorami jednak uwalniałam emocje. Zdawać by się mogło, że mam dwa wcielenia. Jedno publiczne, na pokaz. Drugie, osobiste. Tylko przed samą sobą byłam zdolna przyznać, że jestem po prostu psychicznie słaba.

 Budzik postawił mnie na nogi kilka minut po szóstej. Ciepłe powietrze zakołysało jasnymi firankami w otwartym oknie. Podniosłam się i bez zastanowienia odpaliłam pierwszego tego dnia papierosa. Podeszłam do okna i spojrzałam na skąpany w subtelnej mgle Paryż. Emanował nieopisaną świeżością, kąciki moich warg uniosły się jak gdyby mechanicznie. Przez moją głowę szybko przeleciała myśl, by zostać tu na zawsze i  móc być po prostu sobą, bez udawania, bez zakładania zbędnej maski, jednak była zbyt ulotna, by zawładnąć mną na dłużej. Czemu nie potrafię być sobą tam, w Anglii, w miejscu, które tak bardzo kocham?

Po upewnieniu się, że zabrałam wszystko, co niezbędne i dość przeciągłym pożegnaniu z widokiem z okna, podczas którego bez łez niestety się nie obyło, wsiadłam do taksówki, by dojechać na lotnisko na czas. Paryż pożegnał mnie deszczem. Będę tęsknić, żegnajcie niebieskie tęczówki. 


sobota, 10 listopada 2012

01.O rozdrapywaniu ran.


Życie pisze nam zawiłe scenariusze, ale to zawsze my mamy główną rolę i decydujemy jak spektakl zostanie zagrany. Przez cały czas popełniamy błędy, ale każdy z nich czegoś nas uczy. Nie przechodzić na czerwonym świetle, nie kłamać, nie wyśmiewać. A przede wszystkim nie ufać komuś, kto prędzej, czy później może nas skrzywdzić. 

Czerwiec 2007r., Holmes Chapel, Wielka Brytania

Cała historia zaczyna się, gdy wszyscy mamy nieco ponad 10 lat. Czwórka nierozłącznych przyjaciół. Całe dnie spędzamy w parku na beztroskich zabawach. Harry, chłopiec o ciemnych, kręconych włosach, lśniących, zielonych oczach i słodkim, choć figlarnym uśmiechu. Pochodzący z dobrej, bogatej i szanowanej rodziny. Katie, krwistoczerwone włosy, czekoladowe oczy. Od dziecka miała pozwolone na wszystko, ale mimo tego nigdy nie zachowywała się jak rozwydrzony bachor. Jej siostra Natasha zawsze była dla nas podporą. Pomagała, gdy rodzice nie mieli w grafiku czasu na uczucia. I ja. Ciemne włosy, błękitne tęczówki. Od urodzenia byłam wychowywana przez surową ciocię. Praktycznie nie mieliśmy ze sobą nic wspólnego, ale teoretycznie byliśmy tacy sami. Mieliśmy swój własny, wyimaginowany świat. Wtedy jeszcze myśleliśmy, że nikt, ani nic nie jest w stanie nas rozdzielić. Cóż, nic bardziej mylnego.

Lipiec 2010r., Londyn, Wielka Brytania

Wszyscy powoli dorastamy. Imprezy, alkohol, ale nadal trzymamy się razem. Wyjeżdżamy na wakacje do ciotki Harry'ego. Patrząc na to z perspektywy czasu wydaje mi się, a nawet jestem tego pewna. Nie powinnyśmy iść z nim na ten casting. Gdyby nie ten pomysł, może i umieralibyśmy z nudów w staroświeckim domu pani Styles, ale pewnie nadal bylibyśmy razem. Poznajemy 4 chłopaków. Od samego początku jakoś mnie do siebie nie przekonali. Natomiast Harry był w nich ślepo zapatrzony. Potem już wszystko toczy się szybko, a może nawet za szybko. To, co dla niego było szczęściem, stało się naszym przekleństwem. Próby, lekcje śpiewu, kolejne etapy konkursu, aż w końcu kontrakt. Wtedy było już za późno na jakikolwiek protest. Dotychczasowa przyjacielska sielanka kończy się z dniem, gdy Harry Edward Styles wraz z 4 swoich nowych, lepszych przyjaciół wyrusza w trasę koncertową, tym samym ostatecznie zrywając kontakt ze mną, Katie i Natashą.

Sierpień 2012r., Holmes Chapel, Wielka Brytania

Siedziałam przy biurku malując paznokcie. Z radia, które stało obok dobiegały kojące dźwięki. Do czasu, aż odezwał się spiker: "A teraz panie i panowie! W swojej nowej piosence, Little Things, najpopularniejszy boyband świata ! One Direction!". Westchnęłam głośno. Wszystkie wspomnienia wróciły. Wrażliwość wzięła górę nad rozsądkiem, a z moich oczu popłynęły łzy. Otarłam je pospiesznie. Już dawno obiecałam sobie, że nie będę płakać. Nigdy, przez nikogo. A tym bardziej przez kogoś, kto po prostu nie był wart mojej przyjaźni. Wstałam od biurka wyjmując z szuflady paczkę papierosów i granatową zapalniczkę. Od ponad 2 lat nałóg był jedyną ucieczką od wspomnień. Wyszłam na balkon, było już ciemno. Ostrożnie odpaliłam papierosa i zaciągnęłam się mocno czekając aż nikotyna wypełni moje płuca i uspokoi rozszalałe zmysły. To nie tak, ze to lubiłam. Było wprost odwrotnie, nienawidziłam swojego nałogu. Po prostu to dawało mi spokój, jakby wszelkie złe wspomnienia i zbędne emocje opuszczały mój organizm wraz z ostatnim wydechem trującego dymu. Zagasiłam niedopałek na parapecie i rzuciłam na ziemię. Mimo, że było strasznie zimno, a ja miałam na sobie tylko spodenki i luźną koszulkę, postanowiłam tam zostać.

Sama nie wiedziałam, czy winić za to wszystko Harry'ego, tamtych chłopaków, czy może samą siebie. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że nawet nie znam imion nowych przyjaciół Stylesa, żadnej ich piosenki, nic. Zawsze, gdy tylko o nich słyszałam, robiłam wszystko, by tylko od tego uciec. Na początku myślałam, że siostry przeżyją to gorzej, ale po nich to wszystko po prostu spłynęło. Stwierdziły, że tak musiało być i żyły dalej. Może i dobrze? Tym razem to ja byłam tą, która bezsensownie rozdrapywała rany. To ja nigdy nie umiałam do końca zapomnieć.

 Drżącą z zimna i zdenerwowania dłonią otarłam kolejną falę łez. Ciężko jest patrzeć jak odchodzi ktoś, kto znaczył dla nas tak wiele. Jak z dnia na dzień coraz bardziej się od siebie odsuwamy. Jak zamiast smsa na dzień dobry wita nas budzik, którego tak bardzo nie znosimy. Ciężko jest żyć ze świadomością, że już nie jesteśmy dla siebie dostatecznie ważni. Nie rozmawiamy do późna jak kiedyś. Stajemy się dla siebie coraz bardziej obcy, już się nie znamy, a pamiątką po naszej znajomości są tylko wspomnienia, których tak trudno jest się pozbyć.

Tak cholernie przykro jest patrzeć jak ludzie zmieniają się pod wpływem innych i gubią to ciepło, którym kiedyś emanowali. Teraz Harry zdawał się być równie sztuczny, jak ludzie, przed którymi kiedyś sami się wystrzegaliśmy.  Kolejny podmuch lodowatego wiatru zmusił mnie do powrotu do pokoju. Położyłam się na łóżku i szczelnie opatuliłam kołdrą swoje przemarznięte ciało.

I jeśli on jeszcze kiedykolwiek za mną zatęskni, niech pamięta, że to on odsunął mnie na bok. Zacisnęłam mocno powieki, byleby tylko uciec od bolesnych wspomnień. Ile jeszcze razy zasnę z tą myślą, że nie tak miało być?





00. Clock

Zegar nieustannie tykał, przypominając jej o czasie, który nie zważając na nic, zwyczajnie upływał - galopował na przód niczym stado dzikich koni wypuszczonych na wolność. Ani razu nie zatrzymując się, ani chociażby spoglądając w tył. Sunęła przed siebie zbyt szybko. Zbyt nachalnie. Zbyt boleśnie i brutalnie. 

Wciąż pędziła przed siebie nie zważając na nikogo, ani na nic. Stawiała swoje kroki zbyt pewnie. Zawsze była zbyt pewna swojej wygranej. 

Jednego dnia cały jej świat legł w gruzach, pozostawiając po sobie tumany niewidzialnego kurzu, który ciężko osiada w płucach. Czy teraz doceni to, co najważniejsze?

A zegar nadal tyka i nie może spojrzeć wstecz. Tik-tak. Tik-tak. Nadszedł czas, by dostrzec więcej niż inni. Ale, czy nie będzie za późno? Tik-tak. Tik-tak.