piątek, 4 stycznia 2013

05. Jedziemy na tym samym wózku.

Ten rozdział miał być dłuższy, ale cóż. Akcja będzie teraz rozwijała sie coraz szybciej. Myślę, że wyriobę się w 5-6 rozdziałach. 
Chcę przypomnieć o fanpejdżu - > >klik<
Następny w środę, jeśli będzie 5 komentarzy,jeśli nie, w sobotę.
________________________________

Wrzesień 2012r. Holmes Chapel, Wielka Brytania

Wake up, we both need to wake up. Maybe if we face up to this,  we can make it trough this.

W pomieszczeniu roznosił się zapach alkoholu wyparowującego z ludzkiego ciała i dymu tytoniowego. Otworzyłam na chwilę oczy, by zobaczyć w jakim miejscu się znajduję. Ku mojemu zdziwieniu podłoga w mieszkaniu Stylesa była dosyć wygodna. Liam nadal leżał na kanapie, a Zayn drzemał w pozycji półsiedzącej pod ścianą.  Zamknęłam ponownie oczy, by móc jeszcze chwilę odsapnąć. Po chwili usłyszałam szmer. Zapewne Liam zmienił swoje ułożenie.

- Al, wstawaj... - usłyszałam głos koło ucha. - Al... wstań. - namawiał natrętnie.
Otworzyłam oczy i gwałtownie odskoczyłam od osoby, która wypowiadała wcześniejsze słowa.
- Al, dobrze, że wstałaś, nudzi mi się. - zaczął Liam.
- Aha. - odpowiedziałam, miałam nadzieję, że zrozumie aluzję i już się nie odezwie, ale on nie zwrócił na to uwagi.
- I jak, przypadliśmy ci do gustu? - zapytał, jakby był pewny twierdzącej odpowiedzi.
- Nie.
- Wiem, że nas uwielbiasz. - stwierdził pogodnie.
- Kolego... spadaj. - powiedziałam uśmiechając się słodko w jego stronę i poszłam do kuchni.
Nalałam sobie trochę soku do szklanki i wypiłam go duszkiem. Wiem, ze będzie mi ciężko przyzwyczaić się do nowych znajomych, a co dopiero ich polubić. Mimo wszystko postanowiłam nie zwracać na nich większej uwagi. Nie mogą mi przeszkodzić w odbudowaniu kontaktu z Harrym.

Po kilkunastu minutach reszta chłopaków wkroczyła do kuchni. Zaczęła się poranna krzątanina, wszyscy usiłowali zrobić sobie coś do jedzenia i przemierzali pomieszczenie, co jakiś czas się potrącając. Sama stwierdziłam, ze nie jestem głodna, więc tylko nalałam sobie kolejną szklankę soku. Przez kuchenny gwar wszyscy skupili się na swoich sprawach, więc pozwoliłam sobie trochę się im przyjrzeć. Zayn siedział z głową opartą o stół i wyglądał, jakby modlił się do butelki wody, którą trzymał w prawej ręce. Kac męczy, czyż nie? Louis opierał się o parapet i wpatrywał się w oko z głupawym uśmieszkiem. O ile dobrze pamiętam, wypił tyle samo co Mulat  a był w o niebo lepszym stanie. Mocna głowa, tak, Zayn może mu pozazdrościć. Liam przyrządzał sobie kanapki co chwila wystukując wiadomości. Uśmiechał się do ekranu za każdym razem, gdy otrzymał odpowiedź. Dziewczyna, zdecydowanie. Skierowałam swój wzrok na Hazzę. Chłopak patrzył na mnie z uśmiechem. Odpowiedziałam mu tym samym i skierowałam się do łazienki, by przebrać się we wczorajszą sukienkę. Ubrana umówiłam się z Harrym na wieczór i wróciłam do domu.

We własnym mieszkaniu od razu wzięłam prysznic i założyłam wygodniejsze ubrania. Z szafy wyciągnęłam olbrzymią walizkę i zaczęłam wrzucać w nią rzeczy począwszy od części garderoby, przez książki aż do figurek stojących na półkach. Owszem, zmieściłam to wszystko w jednej walizce. Nie chciałam targać ze sobą wszystkiego. Zabrałam tylko te najbardziej sentymentalne rzeczy. W Londynie od kilku miesięcy czekało na nas urządzone mieszkanie. Jeszcze tylko 2 dni i wraz z Katie i Natashą zaczynamy życie z czystym kontem. 

Docierając do domu Stylesa zwróciłam uwagę na podjazd, na którym stał samochód Natashy. Czyżby dziewczyny go odwiedziły? Bez pukania weszłam do środka, przyzwyczajenie. Wszyscy siedzieli w salonie i głośno się z czegoś śmieli. Katie siedziała na fotelu, a na jego oparciu umiejscowił się Louis. Czyżby zdążyli się tak dobrze poznać? Natasha sprzeczała się z młodym mężczyzną siedzącym obok niej na sofie. W momencie, gdy dziewczyny zobaczyły, że stoję w progu rzuciły się na mnie obściskując. 
- Wydaję mi się... - zaczęła Katie.
- Że nie znasz Jake'a. - dokończyła za nią Nat.
- No... zgadza się. - oznajmiłam patrząc w stronę nieznajomego mężczyzny. 
- Jestem Jake, miło mi poznać. Dziewczyny wiele o tobie mówiły.  - powiedział podając mi rękę i zawadiacko się uśmiechając. 
- Ee... cześć. - odpowiedziałam i ruszyłam na wolny fotel.
Chwilę później chłopcy wpadli na pomysł zrobienia sesji zdjęciowej z zimnymi ogniami. Oznajmili, że następnego dnia wyjeżdżają i chcą nas tym pożegnać. 

Kilkanaście minut później biegaliśmy po całym piętrze z odpalonymi zimnymi ogniami. Harry podążał za nami z aparatem i robił nam zdjęcia.  Kiedy zabawki się nam skończyły, było już ciemno. Zdecydowałam się przejrzeć fotografie razem z Loczkiem, kilka wyszło naprawdę nieźle. Zayn gdzieś zniknął, Liam znowu wpatrywał się w ekran telefonu, Kat przepychała się z Tomlinsonem na sofie, a Natasha wyglądała przez okno wraz z Jake'em i trzymała go za rękę. Widząc to, głośną chrząknęłam. Starsza rudowłosa odwróciła się, a ja przywołałam ją dyskretnym ruchem dłoni. 
- Co ty robisz? - zapytałam pretensjonalnie. 
- Jak to co? Masz na myśli Martina? - podniosła do góry jedną brew.
- Tak, właśnie. Więc możesz mi powiedzieć w końcu, co ty robisz?
- Fajny z niego koleś, więc, co w tym złego?
- Znasz go zaledwie kilka godzin, wiesz chociaż, kim on jest? - złościłam się.
- Jest menadżerem chłopców...
- Chcesz jeszcze bardziej pakować się w to bagno? - denerwowałam się coraz bardziej.
- Jestem starsza i wiem, co robić, nie musisz mi pomagać. Lubię ich, więc to nie ma znaczenia, czy on ma z nimi coś wspólnego, czy nie. - odrzekła z jadem w głosie.
- Kiedyś się przekonasz, że nie masz racji. - obrzuciłam ją wrednym spojrzeniem i wyszłam.

Przeszłam na drugi koniec domu i wyszłam na taras. Na niebie było widać gwiazdy, jednak nie dawały one zbyt dużo światła. Księżyc schował się za dachem. Byłam w całkowitej ciemności. Z kieszeni jeansów wyciągnęłam paczkę ulubionych papierosów i odpaliłam jednego. Dym nikotynowy wypełnił moje płuca. Tęskniłam za tym.
- A od kiedy to się pali? - zapytał głos z drugiego końca tarasu, a ja wzdrygnęłam się ze strachem.
- A od kiedy to opuszcza się towarzystwo bez słowa? - zapytałam poirytowana.
- Pierwszy zapytałem. - zaśmiał się, a ja westchnęłam. - Więc odkąd palisz?
- Musisz być taki dociekliwy?
- Ależ owszem. Doczekam się odpowiedzi? - nalegał.
- Odkąd mam problemy. A to po prostu przynosi mi swego rodzaju ulgę. - westchnęłam.
- Wiesz... w pewnym sensie jesteśmy do siebie bardzo podobni. - powiedział podchodząc bliżej mnie.
- Jesteśmy podobni, bo palimy papierosy? - zapytałam zmieszana.
- Nie o to mi chodzi. Nie radzimy sobie z problemami. Wszystko gnębi nas od środka, a my po prostu nikomu o tym nie mówimy i udajemy, ze wszystko jest dobrze. Mam rację? - dogasiłam niedopałek i wyrzuciłam go na trawnik wpatrując się w oczy Mulata,  które świdrowały mnie z przejęciem. - I wcale nie chodzi nam o to, że mamy przed innymi jakieś tajemnice i nie chcemy się otworzyć. Po prostu nie chcemy zawracam innym głowy. Jedziemy na jednym wózku. Nie mylę się, prawda?
- Prawda. - odpowiedziałam cicho. 
- Uwierz, nie jesteśmy tacy, za jakich nas bierzesz.
- Mam nadzieję. - rzekłam wyciągając Malikowi papierosa z dłoni. 
"Mam nadzieję." - powtórzyłam w myślach i wprowadziłam w płuca kolejną dawkę nikotyny. 







2 komentarze:

  1. *___* ZIMNE OGNIE *____* Mam dzikie wrażenie, że akcja szybko się toczy :O Ale zobaczymy co będzie dalej :3

    OdpowiedzUsuń
  2. E.. Szybka akcja. Siostry już se facetów znalazły tylko Alice jeszcze nie daje za wygraną. Ogólnie wszystko słit ale ta końcówka z Zaynem <3

    OdpowiedzUsuń